Anonymous asked: hi Team! In this small car and hot sunny weather where do you guys keep a pack of cold beer in case you have to make a stop and cold down the car on the sideway :). Rado

The only way to cool down the engine was to stop, open the tailgate and let the “wind” do the rest. As for beer - we were exstatic whenever we could find a bottle of moderately cold beer, which wasn’t all that common. India is relatively strict on alcohol…

We are now in Rewa, 200km away from Varanasi where we’ll be going tomorrow morning. It’s been the toughest day so far today. 13h non stop driving from Seoni to Varanasi and ambitious 600km we wanted to swallow… Unfortunately due to seriously bad state of “the national highway no 7” we weren’t able to make it. 400km was everything we could squeeze from the day. We are dead tired and still wondering how come our Rickshaw is still going strong even though every single part of it seem to be loose after crazy off-road ride.

Po do tej pory najciezszym dniu i 13h prowadzenia non stop, wyladowalismy w Rewa, 200km od Varanasi gdzie wybierac sie jutro. Planu na dzisiaj nie udalo sie wykonac i dystans ktory mielismy przejechac zostal skrocony do 400km. Zmeczenie po “terenowym odcinku specjalnym” jest olbrzymie. Zastanawiamy sie tylko jak nasz pojazd to wytrzymal i nadal uparcie chce nas dowiezc do mety.

We are now in Rewa, 200km away from Varanasi where we’ll be going tomorrow morning. It’s been the toughest day so far today. 13h non stop driving from Seoni to Varanasi and ambitious 600km we wanted to swallow… Unfortunately due to seriously bad state of “the national highway no 7” we weren’t able to make it. 400km was everything we could squeeze from the day. We are dead tired and still wondering how come our Rickshaw is still going strong even though every single part of it seem to be loose after crazy off-road ride.

Po do tej pory najciezszym dniu i 13h prowadzenia non stop, wyladowalismy w Rewa, 200km od Varanasi gdzie wybierac sie jutro. Planu na dzisiaj nie udalo sie wykonac i dystans ktory mielismy przejechac zostal skrocony do 400km. Zmeczenie po “terenowym odcinku specjalnym” jest olbrzymie. Zastanawiamy sie tylko jak nasz pojazd to wytrzymal i nadal uparcie chce nas dowiezc do mety.

It’s been tough first 3 days

First day we did 220km and spent our first night in Coimbatore. Our rickshaw was pushed a little bit and she didn’t like it very much.

On a second day we managed to increase the distance and run 305km, still trying to push our little “bolid”, but again, she didn’t like it - so we took her to the doctor. First one managed to dismantle catburetter and removed some sand apparently very common in Indian fuel. We then hit the road again to end up at “service” one more time, just 100km after the first visit. This time the “mechanic” dismantle the same part and tried to fix the hiccup problem for us - unsuccessfully of course. We decided to call our rickshaw Little Moody Sunshine, just because she was picky about our driving style. Total time spent at mechanics ~3h. 

Third day we became wiser. Decided to take it a little bit easier on our beauty. Top speed was set at 50km/h sharp. And then the magic happened. She was smooth as a whistle. 420km later we ended up in Nellore, north of Chennai. We all are very pleased with today’s performance, however, we couldn’t celebrate our great success as we weren’t able to find any restaurant / shop selling beer :S

Tomorrow, yet another strategy tweak but I will leave it for the next post.

Some more pictures to follow next time as well - left my camera cable at the hotel.  


Pierwszy dzien - przejechane 220km. Spedzilismy pierwsza noc w Coimbatore. Nasza ryksza zostala postawiona do testu ale nie mozemy powiedziec zeby jej sie to podobalo.

W drugi dzien zdolalismy przekulac koljne 305km, ciagle wyciskajac ostatnie soki z naszego pojazdu, ale rowniez jej sie to nie podobalo, wiec wzielismy ja do “lekarza”. Pierwszy rozebral gaznik i wyczyscil go z piasku, ktory ponoc jest bardzo czesto obecny w indyjskim paliwie. Nastepnie udalismy sie w dalsza podroz i wyladowalismy w serwisie poraz kolejny - jedyne 100km po pierwszym. “Mechanik” rozmontowal ta sama czesc zeby naprawic nasz problem z jazdy zabka ale oczywiscie bez wiekszych sukcesow. W tym dniu nazwalism nasza ryksze, “zmanierowanym sloneczkiem” bo nie przypadl jej do gustu nasz styl jazdy. Czas spedzony u mechanikow, ok. 3h.

Dnia trzeciego, zmadrzelismy troszeczke i zdecydowalismy ze bedziemy sie nieco delikatniej obchodzic z naszym cuenkiem. Ustalilismy predkosc przelotowa na max 50km/h i stala sie magia. Nasza ryksza szla jak przycinak, bez zajakniecia. Po 420km skonczylismy w Nellore, na polnoc od Chennai. Jestesm bardzo zadowoleni z dzisiejszego wyniku, ale nie moglismy poswietowac tego rezultatu bo nigdzie nie ma piwa :(

Jutro mamy w planie zmodyfikowac nasza strategie ale poki co nasza pozycja jest calkiem niezla.

Wiecej fotek wkrotce.

Colorful, noisy, and fantastic. We fly through the city, between cows, kids, cyclists, trucks and buses in our starship. Clutch is not working very well, gears are rather rough, and sometimes it all goes down without any particular reason. You start the engine with big handle, and be careful with elbows. Sometimes we open the mask, spit off a bit fuel and parts of the engine, and it’s all sound again. Las Vegas Parano in real time!

Bunch of crazy people. From aircraft pilots from Australia, gardeners and lawyers from New Zeland, teacher from Abu Dhabi, accountants from London City, lost youth, to exclusive yacht crew. The whole world, majority from english speaking countries (something like 85% is UK, Australia, New Zeland and USA). A few Germans, one French, some from Hong Kong, and of course, the first polish team in the event (that’s us :). There’s nothing better like sit down in the bar in the evening and share stories and experiences. Especially about first days. “What has broken down in yours? We had clutch replaced already!”. Luckily, we haven’t got any serious problems yet. Apart from the fact that we run out of petrol on the second turn… Shopping and pimping is the most important experience so far, and showing off naturally. We’ve got soundsystem ready, and we’re loud. Beastie Boys, Cypress Hill, LCD Soundsystem, and much more old school tunes. We might not go far on single battery, but hell, we’ll see. We’ve got light also, and rickshaw art work is first class. All shopping done, additional petrol tank, cables, speakers, pillows, and more. The best way is to take local man and be taken for shopping, pin it in GPS and come back there yourself later - not possible to get everything at once. All is pretty cheap, but we probably spend the most on beer, as it’s not the cheapest here.

We were filmed yesterday for Incredible India advert campaing. Such wild bunch is the best for them to show.

Tomorrow is a big start. We’re ready to rock. Now time for last party, on some strange island. We gotta run. Take care!


Kolorowo, glosno i fantastycznie. Przebijamy sie miedzy krowami, dziecmi, rowerzystami, ciezarowkami i autobusamy w naszym gwiezdnym pojezdzie. Sprzeglo nie dziala najlepiej, zmiana biegow jest raczej na twardo, czasem ryksza zgasnie i odpala sie za pociagnieciem wajhy (uwazac na lokcie). Od czasu do czasu trzeba otworzyc maske, odlac nieco paliwa, zalac zaworek, i znowu wszystko gra. Las Vegas Parano sie chowa. Skupisko zwariowanych osob. Od pilotow strazy granicznej z Australii, przez ogrodnikow z Nowej Zelandii i nauczycielki z Abu Dhabi, prawnikow i ksiegowych, zagubiona mlodziez, po zalogi ekskluzywnych jachtow. Caly swiat, glownie jednak anglosasi, jakies 85% to UK, Australia, Nowa Zelanda i USA. Nieco Niemcow, francuz, troche ludzi z HongKongu, i oczywiscie pierwszy pelny polski rikshaw team, czyli my. Nie ma to jak usiac wieczorami przy piwku i wymienic sie historiami, i doswiadczeniami. Szczegolnie z pierwszych dni. “Co wam sie zepsulo? Bo nam sprzeglo, i manetki.” Nas jak na razie szczescie nie opuszcza. Oprocz faktu, ze na drugim zakrecie skonczylo nam sie paliwo, wszystko idzie raczej jak z platka. Zakupy i strojenie rykszy to najwazniejsze doswiadczenie ostatnich dni. Mamy juz skompletowany soundsystem, i jestesmy glosni. Beastie Boys, Cypress Hill, LCD Soundsystem, wiele wiele innych szlagierow. Jest lekka obawa, ze nie pociagniemy tego dlugo z akumulatora, ale to sie zobaczy w praniu. Mamy tez swiatelka, podlaczone do osobnej baterii, a art work jest kompletnie pierwsza klasa. 

Ostatnie dorobki i jestesmy gotowi do lansu, ktory z reszta odbywa sie caly czas, a jak! Do tego zakupy, dodatkowy karnister na paliwo, lejek, poduszki, glosniki, kable, folie wodoodporna, przerywane polykaniem indyjskich smakolykow, w ktorych samosy maja bezwzgledny priorytet. A najlepszy sposob na zakupy, to wziac lokalsa aby nas zabral na pierwsze zakupy, zaznaczyc pozycje na gps-ie i wracac tam samemu gdy tego potrzebujesz. Wszystko wychodzi dosc tanio, i ostatecznie prawdopodobnie najwiecej i tak wydajemy na piwo, bo na turystach w tej kwestii sobie tu nie zaluja. 

Do tego wczoraj byl wielki show, bo przyjechala ekipka z telewizji, ktora kreci kampanie reklamowa Incredible India. A zgraja wariatow jak my to zdecydowanie dobry towar importowy.

Jutro wielki start. Jestesmy gotowi, mozna zaczynac. Teraz lecimy na impreze na wyspe. Spadamy, bo nam prom ucieknie. Trzymajcie kciuki.

Anonymous asked: "The captain"?

whateva…

Anonymous asked: No chopaki jak sie dyga? Don't forget 'em vaccines, machetes and at least one piece of defibrillator (preferably in a working condition). Guys take care of Marcin. Has this nasty habit of passing out at the first sight of blood (never took a blood test in his life!) LOL :) just pulling it ;) have fun and do report back now and then. Cheers from Warsaw. Marcin knows.

We have it all :) All ready to go. “Taking off” tomorrow morning, yo. 

Follow us on Twitter

In case you didn’t notice we tweet from time to time. Follow @boombastics2012 if you are interested in what we do or where we are. We don’t always have access to the internet so this should be the most frequently updated stream of news.


W razie jesli tego jeszcze nie zauwazyliscie to “tweetujemy” od czasu do czasu. Mozna nas sledzic tutaj @boombastics2012. Nie zawsze mamy dostep do sieci wiec bedzie to najczescie aktualizowany kanal jak chodzi o “newsy” od nas.

We arrived to Kochi on Tuesday morning. Tired, literally exhausted, endlessly watching baggage coming out on airport tray. It took an hour for our backpacks to come out. Phew, took a while… Driver was waiting for us outside, in very old but splendid car. Hotel transfer was a bit halicunogenic trip through India full of noise and chaos, crazy drivers, cows, but also guys going with crosses (there’s lots of Christians around!) and ferry journey down to Fort Kochi. I don’t clearly remember how we enter the hotel room, and took another 5 hours nap to come back to full brain power again.

Yes, we’re in Kochi. There’s no way we could possibly find any kind of excuse to not do it. Drunken clown’s dream has just started, and we have no choice but being part of it. 

Fort Kochin is beautiful. I’m very glad and surprised. It’s not only the cleanest and the most organized place in India, but also the least crowded. I’ve got a feeling it’s not by accident, and is targeted into toursim to give some rest from general India’s craziness. For us it’s pretty good start before diving into organic, dirty, dusty and chaotic subburbs. Also, Kochi is famous for it’s cultural and colonial heritage. First colonized by Portugese, next by Dutch, it’s have even Jew district and Vasco da Gama’s tomb. In general, it all makes us very happy.

Marcin and I (Maciek), in the first evening were so missing our mate Jacek, coming next morning, that we became friends with other Jacek (Jack in English), Jack Daniels. The friendship was full on and intense, but saying goodbay ended up being rather painful… We decided to not seeing each other in near future and get ourselves more life space.

Jacek joined us the next morning, way too early, considering last night events. Ok, we’re all together now. Breakfast, nap and let’s go register! Direction is Blogatty Palace. But where the hell it is? The plan is to get a rickshaw driver to take us there. We go out in front of the hotel and … there we are, Rickshaw Run center is just next to our place. We meet Matt from The Adventurists, signing in and getting printed advice with directions to evening’s Q&A session (or just eating, drinking and talking rubbish). We get there later to meet up with bunch of crazy chaps, who surely will try to beat us, but will lost with (or without) grace.


Przylecielismy do Kochi we wtorek rano. Wymieci i wymeczeni, w nieskonczonosc ogladajac wyplywajace po tasmie kartony i bagaze. Wreszcie po jakiejsc godzinie pojawily sie i nasze plecaki. Kierowca juz czekal w swietnie zachowanej gablocie, cos w stylu polaczenia Syrenki i Warszawy. Transfer do hotelu to dla mnie nieco halucynogenna jazda przez indie pelne halasu, korkow, zwariowanych kierowcow, krow, ale takze drogi krzyzowej (jest tu wyjatkowo duzo chrzescijan) i przeprawy promem do Fortu Kochi. Wejscia do pokoju hotelowego juz dobrze nie pamietam, a pelnia zmyslow wrocila dopiero okolo godziny 17, do ktorej przedluzyla sie nasza poludniwa drzemka.

Tak, jestesmy w Kochi. Teraz juz nie ma zadnej opcji aby sie wycofac, nie ma szans odwrotu, teraz zadnej wymowki, musimy to zrobic. Sen pijanego klauna wlasnie sie rozpoczal, a my nie mamy innego wyboru jak tylko czynnie w nim uczestniczyc.

Fort Kochi jest piekny. Jest strasznie milo zaskoczony. Nie jest to jedynie najczystsze miasto w indiach jakie kiedykolwiek widzialem, ale takze najmniej zatloczone. Cos mi sie wydaje, ze to nie przypadek, a to ze turysci znajduja tu oaze spokoju zachece tylko do przyjazdu. A jak dla nas, jest to niezly start przed glebokim wejsciem w Indie, brudne, organiczne, zakurzone i chaotyczne. Do tego Kochi jest jeszcze o tyle slawne, ze najpierw kolonizowali to Portugalce, potem Holendrzy, jest i ulica zydowska z synagoga i grobowiec Vasco da Gama. Generalnie pelna kultura, i bardzo nam sie podoba.

Marcin i ja (Maciek) w tesknym oczekiwaniu na Jacka pierwszego wieczoru blisko zaprzyjaznilismy sie z innym Jackiem, Danielsem. Bylo go jednak za duzo, wiec przyjazn okazala sie szybka i intensywna, a rozstanie dosc bolesne. Postanowilismy nie spotykac sie przez jakis czas i dac sobie wzajemnie nieco przestrzeni zyciowej.

Jaca dolaczyl rano, wyrywajac nas z blogiego snu. Ekipa jest kompletna. Sniadanko, lekka drzemka i idziemy sie rejestrowac. Kierunek Bolgatty Palace. Tylko gdzie to do cholery jest? Plan jest taki aby zlapac ryksze i dac sie zawiezc. Wychodzimy przed hotel, rozgladamy dookola, … i juz jestesmy na miejscu. Centrum Rickshaw Run znajduje sie za sciana naszego ogrodu i tam poznajemy Matta z The Adventurists, i zapisujemy sie i juz jestesmy na liscie, ze wstepnymi informacjami w reku i glowach, i kierunkiem na wieczorna sesje Q&A (czyt. pic i jesc), gdzie poznajemy caly szereg innych wariatow co beda probowac z nami wygrac, ale za pewne im sie nie uda.

Wszystko tu dzieje sie zdecydowanie zbyt plynne, i jestem pewny, ze nie ma szans aby tak dzialo sie przez caly czas. A wiec dzis, tuz po sniadanku wychodze na taras, leniwie sie przeciagajac, i juz widze jak na plac boju podjezdza nasza dziewczynka, przystrojona i umalowana. Serducho zaczyna bic szybciej i biegniemy sie przywitac. Wyglada pieknie, uroczo, cudownie, i wyzywajaco. Pierwsze przymiarki, mierzenie rozmiaru, stabilnosc, gdzie plecaki? a plyn hamulcowy, aaa, ekscytacja i generalnie dzieje sie, ze hej. Ja trzaskam tego posta teraz na szybko a chlopaki rozkminiaja polaczenie twittera, trackowania nas na mapie i w ogole. Dzis pierwsze jazdy probne. Boom!bastics!

We are now in Dubai. Chilling, eating cookies and waiting for our connecting flight to Kochi. Still over 1h… Maciek is playing games and I enjoy free wireless connection (as you can see).
—-
Jestesmy w Dubaju. Wszedl relaks. Zajadamy ciasteczka I czekolade w oczekiwaniu na nasze polaczenie do Kochi. Jeszcze jakas godzina. Maciek zajal sie graniem a ja korzystam z dobrodziejstw darmowego Internetu (jak sami widzicie).

We are now in Dubai. Chilling, eating cookies and waiting for our connecting flight to Kochi. Still over 1h… Maciek is playing games and I enjoy free wireless connection (as you can see).
—-
Jestesmy w Dubaju. Wszedl relaks. Zajadamy ciasteczka I czekolade w oczekiwaniu na nasze polaczenie do Kochi. Jeszcze jakas godzina. Maciek zajal sie graniem a ja korzystam z dobrodziejstw darmowego Internetu (jak sami widzicie).

Ok, now we are all ready! 

Jestesmy gotowi jak zwierze bez nogi!

Ok, now we are all ready!

Jestesmy gotowi jak zwierze bez nogi!